„ (...) Janusz Żmurkiewicz zawsze przestrzegał prawa, ciężko pracował na utrzymanie rodziny. Mimo że ma wykształcenie wyższe, nie zadzierał nosa i jak trzeba było, pracował fizycznie. Jest człowiekiem skromnym, z dużym poczuciem własnej godności. Nigdy sam o sobie nie wydaje pochlebnych opinii i nie chełpi się swoimi osiągnięciami. To my sami oceniamy go bardzo wysoko i dostrzegamy w nim cechy niezbędne do pełnienia funkcji prezydenta miasta, czyli: pracowitość zrównoważenie, opanowanie zdolność syntetycznego postrzegania, odwagę cywilną, otwartość. Ponadto J. Żmurkiewicz jest wrażliwy na krzywdę człowieka, choć nigdy nie przechwala się swoimi czynami. Jest powściągliwy, nie ma kompleksów prowincjusza. Popieramy go bo jest naprawdę dobry (...)” - fragment tekstu pt. „Cała prawda o SLD, czyli kto rządzi w Świnoujściu” publikowanego przez Koalicyjny Komitet Wyborczy SLD-UP w „Wyspiarzu niebieskim” nr 43 z 22 października 2002 r.
Takich sformułowań użyto na potrzeby kampanii wyborczej przed 10 laty i może były one pisane nawet w tzw. „dobrej wierze” , niestety życie pokazało niejednokrotnie zupełnie inne oblicze Janusza Żmurkiewicza. Przykładów tego wizerunku, odbiegającego drastycznie od wspomnianej publikacji, można by mnożyć bez liku. Pozostawiamy to generalnie trzeźwej ocenie czytelników, wynikającej z ich własnych obserwacji i doświadczeń, bez szczególnego rozwinięcia tematu,aby nie skazywać się na podejrzenie o stronniczość. Nie sposób jednak nie dostrzec na co dzień tej prezydenckiej arogancji i przemądrzałości, posługiwania się kłamstwem, nie liczenia się z opinią innych, zadufania w sobie, przechwałek, wykorzystywania swojej pozycji, pogardy i nie przyjazności w stosunku do ludzi, oraz wszechobecnej mściwości i pamiętliwości. I pomyśleć, że to wszystko niemal, jak za przysłowiową czarodziejską różdżką, pojawiło się tuż po objęciu funkcji prezydenta i nasilało się w kolejnych latach. Zupełnie tak jak z historią Dr. Jekyll'a i Mr. Hayd'a.
Objawia się to na różne sposoby. Na przykład zwyczajowe traktowanie oponentów jak osób całkowicie niekompetentnych, odrzucanie nawet najlepszych, ale nieswoich pomysłów, brak tolerancji dla zdrowej krytyki, mówienie do radnego, że puściły mu zwieracze, nazywanie innego nieudacznikiem dlatego, że się niczego „nie dorobił”, obrażanie przed kamerami i w wypowiedziach wielu ludzi, którzy nie mogą się bronić, załatwianie swoich prywatnych spraw przez podległych urzędników, a nie jak przystoi w innych, niezależnych urzędach, wykorzystywanie auta służbowego do celów prywatnych itd. itp. „Ja to załatwiłem, to dzięki mnie” słychać zawsze z prezydenckich ust kiedy coś się zdarzyło dobrego, a jak coś złego to winnego nie ma. Kiedy pisaliśmy o błędach byłego Ogrodnika Miasta, fatalnych działaniach byłego dyrektora szpitala, to J. Żmurkiewicz zażarcie ich bronił. Po czym po latach sam krytykował, a także wyrażał zdumienie, że źle się działo i podkreślał, że nic o tym nie wiedział. Już nawet pierwsze decyzje prezydenta J. Żmurkiewicza tuż po objęciu stanowiska w 2002 r.,wtedy kiedy jeszcze nie funkcjonowała Rada Miasta, budziły poważne wątpliwości. Niech wspomnę słynną „działkę szwagra” na której zakup w ramach pierwokupu od Skarbu Państwa, jak powiadał Żmurkiewicz w kasie miasta nie było potrzebnego miliona złotych. Kłam temu zadaje po latach informacja ówczesnego Skarbnika Miasta, gdyż w końcu tamtego roku na miejskim koncie było blisko 3 mln zł.
Więcej w papierowym wydaniu gazety.
© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.
www.wyspiarzniebieski.pl