Roweromania na poważnie
Ja jeżdżę na rowerze tak na poważnie od 2010 roku, a pierwszą poważną imprezą był w 2010 roku był X Ultramaraton Olka Czapnika zorganizowany przez KS „Uznam”. Pojechałam wówczas z bratanicą i bratankiem. Przejechaliśmy jedno kółko – 85 km. Uzyskaliśmy wówczas bardzo dobre miejsca, każdy w swojej kategorii. Podczas tego maratonu poznałam Stanisława Wieczorka (członka klubu) i wówczas pomyślałam sobie, że dobrze byłoby należeć do takiego klubu, poznać kolarzy, od których można by się wiele nauczyć. W międzyczasie wyczytałam dokładnie jaką stosować dietę, jak jeździć... Początki były trudne, ale jest już lepiej. Bardzo dużo nauczyłam się od Stanisława. Zawsze mówię, że jest moim trenerem.
STANISŁAW WIECZOREK, mieszkaniec Przytoru – z zawodu człowiek morza.
Kiedyś, kilkanaście lat pływałem w „Transoceanie”, potem w PZM-ie, a łącznie trzydzieści lat, a i teraz jeszcze pływam na holowniku. Może i tak jest, że czas przepływany na morzu chcę dogonić na lądzie. I stąd ten rower? Może.
Do jazdy na rowerze namówił mnie kolega - co będziesz na emeryturze robił? I tak się zaczęło od maja 2005 roku. Tego samego roku startowałem już w dwóch maratonach – oba na trasie ponad 200 km. Od razu na głęboką wodę. W następnych latach wybierałem tylko maratony na dłuższych trasach. Jak zacząłem jeździć na rowerze, to w ciągu miesiąca straciłem na wadze 9 kg. Żona chciała mi już rower zabrać... W 2005 roku przejechałem 5200 km, w 2006 – 8400 km, potem już ponad 10 tys. km; w 2011 – 13 tys km, a łącznie do tej pory przejechałem 65 tys. km. Nie licząc moich dojazdów do pracy.
Więcej w papierowym wydaniu gazety.
foto: Ada de M.
© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.
www.wyspiarzniebieski.pl