To trzygodzinne spotkanie jakie odbyło się 19 marca w świnoujskim Hotelu Platino Mare prowadził Daniel Źródlewski, od lat związany z kulturą i muzealnictwem. W debacie, której nie określano nawet mianem konsultacji, tylko rodzajem wymiany opinii wyraźnie zarysowały się dwa odmienne stanowiska dotyczące miejsca kultury w tym świnoujskim porcie jachtowym.
Pierwsze z nich optujące za jak to określano stworzeniem w zabytkowych obiektach portowych Muzealnego Centrum Edukacyjnego, Muzeum Morskiego, czy też Parku Dziedzictwa Morskiego. Budynki pomimo podkreślenia modyfikowanej wielofunkcyjności niektórych obiektów miałyby służyć zasadniczo muzealnictwu poprzez przywołanie poprzedniej, przedwojennej funkcji stoczniowej wzbogaconej o maszyny parowe pozyskane ze Szczecina. W ustach niektórych wspierających tę ideę wybrzmiało, iż np. obiekt nr 10, czyli największa hala może służyć zarówno muzealnictwu jak i jednocześnie innym formom zagospodarowania przez kulturę. Wydaje się, że pomimo zaprzeczeń trudno byłoby jednak bezproblemowo pogodzić halę z ustawionymi tam np. potężnymi, zabytkowymi młotami do nitowania kadłubów z płynnym przejściem w tym samym miejscu do koncertów Festiwali EFKA i FAMA. Zwolennicy przeważającej muzealnej funkcji przekonywali do wizji corocznej liczby 100 tysięcy osób, które mogą odwiedzić urządzone tam muzeum. Ba, nawet wybrzmiało nieśmiało sformułowania, że takie muzeum mogłoby po części zarabiać na inne placówki kultury. W tym nurcie przedstawiano także bogactwo sporządzonych przez AI wizualizacji rozwiązań o których sam Piotr Piwowarczyk, prezes ŚOT mówił , że to „nie projekt , ale fantazje, być może infantylne”. Koncepcję zagospodarowania zabytkowych obiektów w porcie , niestety w warstwie słownej i prezentacyjnej mało czytelną przedstawił Marek Czasnojć przygotowujący takie opracowanie na zlecenie Muzeum Rybołówstwa Morskiego.
Drugie stanowisko, które wybrzmiało z ust kilkunastu uczestników wspierało stworzenie i utrzymanie w części obiektów przestrzeni dla młodych ludzi, artystów na warsztaty, pracownię dla nich i prezentacje , miejsce na otwarte, niekonwencjonalne nurty muzyczne i wystawiennicze, dla tych w każdym wieku mających przeróżne zainteresowania kulturą i sztuką. W ich ocenie powinno to być miejsce nie tyle muzealne ( do którego zmierzają wyłącznie turyści), ale głównie swoista ostoja, otwarty przybytek dla MIESZKAŃCÓW, na wszelkiego rodzaju aktywności. Miałby to być rodzaj otwartej placówki na spotkania, nieskrępowane sztywną atmosferą lokali gastronomicznych i hoteli. Jak mówił Paweł Wdziękoński, żeby to miejsce było takim powiększonym Klubem Centrala o którym wspomina i marzy wielu mieszkańców odczuwających permanentny brak tego typu wielobarwnego miejsca, takiej kuźni kultury i budujących pomysłów przekuwających się na twórcze efekty. Przedstawiciele tej opcji powątpiewali w zapowiadany sukces funkcji muzealnej , która ich zdaniem nie ściągnie zbyt dużego zainteresowania, a mieszkańcy nadal będą pozbawieni miejsca na które czekają. Pobrzmiewało w kuluarach spotkania także i to, że otwarta przestrzeń tego miejsca nie byłaby ograniczona czasowo, tak jak godziny otwarcia muzeum. Zapytano przy tym, o możliwości pozysku środków zewnętrznych na muzealną koncepcję i usłyszano, że póki co można ewentualnie otrzymać na ten cel 3,5mln euro z Funduszy Norweskich , co znacznie ogranicza pole manewru w kwestiach remontowych.
W trakcie spotkania ponownie (po raz trzeci w ciągu półrocza, a po raz drugi w czasie jednego tygodnia) pojawiła się prezentacja przez Piotra Twardochleba idei wprowadzenie do nieprzygotowanego nabrzeża zewnętrznego portu jachtowego (pozbawionego przy tym odpowiedniej głębokości) cruserów - wielotysięcznych statków wycieczkowych. Autor słowem nie wspomniał o teoretycznych choćby kosztach związanych z przygotowaniem miejsca na tego typu jednostki.
Uczestnicy spotkania wypunktowali pokrótce zagrożenia związane z zapowiadanymi formami perspektywicznego zagospodarowania portu jachtowego w części dotyczącej kultury. Wymieniono m.im. : dostępność, sezonowość, środki finansowe na rewitalizację, nadmiar obcokrajowców, koszty utrzymania bieżącego, przedziwne crusery, komercjalizację, skala miasta, koncepcja interdyscyplinarna, trudności w pogodzeniu przy wielofunkcyjności, czas związany z ochroną zabytków, obawy o pozyskanie środków z UE na kompleksowe finansowanie, zadania, brak precyzyjnych decyzji . Szanse zagospodarowania uczestnicy upatrywali m,in. we : wzroście prestiżu , stworzeniu wizytówki miasta, transparentności, międzypokoleniowości, tożsamości, ochronie zabytków , angażowaniu dzieci i młodzieży.
Na zakończenie w formie pewnego podsumowania wypowiedziała się prezydent Joanna Agatowska. Zwróciła uwagę na fakt, że Basen Północny jest ostatnią przestrzenią publiczną, którą możemy ukształtować. Zauważyła, że pojawiają się tendencje do jednostronnego zagospodarowania tam określonej działalności. I nie powinna to być funkcja turystyczna , tylko jak powiedziała „Taka nasza, MOJSZA” . Podkreśliła, że wszystkie wnioski i zgłaszane pomysły są zapisywane i posłużą stworzeniu strategii miasta. Ubolewała nad tym, że nie było możliwości poprzez brak uzyskania pomocy finansowej na utrzymanie promów zaoszczędzić 75 mln zł przez 3 lata co przełożyłoby się na wykonanie kilku zadań w kulturze. A koszty wszędzie są ogromne i jak podkreśliła niektórzy jak Andrzej Pawełczyk oceniają potrzeby rewitalizacji i zagospodarowania całej przestrzeni portu jachtowego nawet na 600 mln złotych.
- Musicie nam zaufać ,dlatego funkcje obiektów musza być mieszane – zakończyła swoją wypowiedź prezydent Agatowska .
Wn
© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.
www.wyspiarzniebieski.pl