Już na pierwszym zakręcie pojawił się pręgowany, pełen energii Tygrysek. Nie ryczał, nie straszył wręcz przeciwnie, wyglądał jak rasowy sprinter. Uczestnicy żartowali, że to nowy pacemaker, bo co rusz przyspieszał, skutecznie mobilizując biegaczy do utrzymania tempa. Zupełnie inny charakter miał Osiołek, który trasę przemierzał spokojnie i niewzruszenie, jakby pilnował porządku na całej pętli. Jego obecność działała zaskakująco motywująco. Najbardziej zmęczeni prostowali plecy i biegli dalej z godnością, jak przystało na prawdziwych parkrunowych wytrwańców. Prawdziwym mistrzem zamieszania okazał się Szop Pracz. Kręcił się pomiędzy uczestnikami, wyglądał jakby czegoś szukał może żelu energetycznego, a może banana. Na trzecim kilometrze, gdzie wielu mierzy się z kryzysem, wywoływał uśmiech niemal u wszystkich, skutecznie odciągając myśli od zmęczenia. Tam, gdzie zaczyna się finiszowa walka, mocnego dopingu udzielał Lemur. Każdy, kto na niego spojrzał, dostawał wyraźnego przypływu energii i dodatkowej motywacji do przyspieszenia.
A teraz czas na konkrety:
Na starcie stanęło 56 uczestników. Pierwszy na mecie zameldował się Tomasz Danielkiewicz z czasem 20:04, przed Michałem Binkowskim (20:45) i Robertem Cypryjańskim (22:57). Wśród kobiet najszybsza była Monika Murawska, która ukończyła bieg z czasem 29:15. Wielu uczestników poprawiło swoje rekordy życiowe, co dodatkowo podkreśliło sportowy wymiar spotkania.
Jak zawsze ogromne podziękowania należą się wolontariuszom, dzięki którym wydarzenie mogło odbyć się sprawnie i w przyjaznej atmosferze. 433. edycja parkrun po raz kolejny pokazała, że to nie tylko bieg na 5 km, ale przede wszystkim spotkanie ludzi, wspólna motywacja i dobra energia, która zostaje z uczestnikami na długo po przekroczeniu linii mety.
Jak powiedziałby Kubuś Puchatek – „w bieganiu najważniejsze jest to, że biegnie się razem”.
Zespół parkrun Świnoujście
Fot. Marcin Ruciński
© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.
www.wyspiarzniebieski.pl