WYSPIARZ niebieski
Jedyny tygodnik ukazujący się w Świnoujściu, Międzyzdrojach i Wolinie

08.09.2009 9:09

Pasja walki

Muay Thai – to tajski boks, czy jak się też określa tajska sztuka walkikładąca nacisk na walkę w klinczu z wykorzystaniem uderzeń łokciami i kolanami. Walki w tym stylu toczą też kobiety, w tym znakomita Polka JOANNA JĘDRZEJCZYK, która już 18 września walczyć będzie o mistrzowski pas.

Wyspiarz niebieski: Dlaczego Muay Thai, a nie Ju-Jitsu, karate, zapasy, czy judo?

 

Joanna Jędrzejczyk : To jakoś tak wyszło samoistnie. Po prostu poszłam na trening tak dla samej siebie, aby poruszac się poskakać, pobiegać. Miałam wtedy 16 lat, ale od małego jakoś byłam w sporcie, miałam go chyba w genach, chociaż moi rodzice nie byli zawodowymi sportowcami. Ja jednak czułam sport i jak uczyłam się będąc w gimnazjum, czy liceum to myślałam, że chce iść na studia Wychowania Fizycznego. Chcę w przyszłości uczyć dzieci lub być trenerem. Zaczęłam trenować Muay Thai i na początku nie wiedziałam co to w ogóle znaczy. Dowiedziałam się tego dopiero później. Na pierwszy trening zaprosił mnie kolega mówiąc, że tam fajnie się jest poruszać. Z treningu na trening bardziej brnęłam... po pól roku pojechałam na pierwsze zawody i chciałam później jeszcze więcej trenować i zdobywać coraz większe umiejętności. To mnie wciągnęło.

 

Wn: To przecież jednak dość krwawy sport i delikatna kobieta wybierająca taką dyscyplinę nieco zaskakuje...

 

J.J. :Tak jest to sport bardzo brutalny...choć właściwie to nie mogę tego tak określić, bo to przecież jednak sport z określonymi zasadami. To nie mordobicie. Są tu reguły i jako sport jest piękny, ze względu chociażby na swoją niezwykłą wszechstronność. Myślę, że trenując technikę, siłę, wytrzymałość i precyzję ciosów to jednocześnie uczymy się unikać ciosów, tak jak i bokserzy. Nie zawsze więc jest połamany nos i rozbita twarz. Trzeba się nauczyć przyjmowania uderzeń i po prostu akceptacji bólu. Nabywa się tego w treningu.

 

Wn. Czy można przywyknąć do bólu, nauczyć się z nim żyć, przetrwać uderzenia w tym stylu łokciami i kolanami na przykład w twarz?

 

J.J. :Tak. Wiadomo, że na treningu nie używa się nawet 80% siły. Generalnie nie chcemy wyrządzić komuś krzywdy, gdyż sami też nie chcemy jej doznać. To także obawa przed kontuzją wtedy kiedy są przed nami starty. Ważna jest tez psychika, odpowiednie nastawienie. Siedzę w tym tyle lat, już sześć i wiem, że ten sport wymaga charakteru. Wspominam przedostatnią walkę w Holandii z bardzo wymagającą zawodniczką i tam znów się przekonałam, że ważny jest charakter. Kopiąc uderzeniem długim i silnym pomyślałam sobie, a masz jeszcze jeden i później zadałam cios kolanem myśląc, a masz... jeszcze. Wzmacniałam się wtedy z każdym uderzeniem także psychicznie. To pozwala rozbudzić większą wiarę w siebie. A jak się dostanie cios to trzeba tylko zacisnąć zęby i ...iść do przodu. Oczywiście jak się dozna kontuzji to także trzeba dalej walczyć, ale jeśli natomiast przydarzy się większa kontuzja to lepiej zrezygnować z dalszej walki żeby się nie pogłębiła. Nie należy się wtedy unosić jakimś honorem, bo to może spowodować dłuższą przerwę w walkach i odcisnąć się także na psychice. Najbardziej wyczerpujące są turnieje z udziałem kilku zawodniczek. Zawalczyć trzy walki w ciągu jednej nocy , w czasie trzech godzin to jest wielkie wyzwanie. Zazwyczaj na ringach zawodowych toczy się jedną walkę w miesiącu.

 

Wn: Czy walczy Pani jak można to określić w pełni zawodowo?

 

J.J.: Tak już trzy lata. Mam 17.pojedynków zawodowych w tym 16 wygranych i jeden przegrany w Turcji. Mam jednak wielki żal do tureckich sędziów. Walczyłam z Turczynką w jej mieście w Istambule i wygrałam ta walkę. Później myślałam, że może jednak cos było nie tak, ale zarówno moi trenerzy jak wiele osób mówiło, że wygrałam. Na jej twarzy też widziałam, że nie była zadowolona z pojedynku i ze swojej wygranej. Była to jednak gala zorganizowana w jej mieście i werdykt był dla niej. Niestety to tylko potwierdza, że na terenie z którego pochodzi przeciwnik trzeba pokazać jeszcze coś więcej. Byłam jednak po ciężkim pojedynku w Holandii i byłam trochę obita więc nie mogłam pokazać czegoś więcej. I tak dałam z siebie wszystko co mogłam. Sędziowie jednak zadecydowali inaczej niż można się było spodziewać. Z tych 17. walk 7. skoczyłam przed czasem. Jeden taki pojedynek wygrałam w Polsce z Białorusinką i 6. w Tajlandii. W tym stylu jest dopuszczalne równoczesne walczenie zarówno amatorsko jak i zawodowo. Amatorstwo dużo pomaga w zawodowstwie i odwrotnie. W rankingach amatorskich mam 35 walk, w tym trzy pojedynki przegrane.

 

Wn: Jest Pani Amatorską Wicemistrzynią Świata...

 

J.J.: Tak zdobyłam ten tytuł w październiku 2008 r w Korei Południowej, w mieście Pusan. W tym roku lecę również na Amatorskie Mistrzostwa Świata. Będą to również eliminacje do Olimpiady Sztuk Walk, które odbędą się w Pekinie. Walkę o pas mam 18 września, miesiąc później i dwa miesiące później. W ciągu trzech miesięcy czekają mnie więc także trzy walki o mistrzowskie pasy w trzech różnych federacjach. Później tych pasów trzeba bronić dwa razy do roku. Jeśli uda mi się ich bronić to mogę długo walczyć.

 

Wn: Gdzie trenuje wicemistrzyni świata, jak długo zamierza walczyć na ringach i gdzie miejsce na rodzinę?

 

J.J.: Trenuję w Holandii u trenera Ernesto Hoosta, wielokrotnego mistrza Europy i świata w K-1. Tam jest to sport traktowany w pełni profesjonalnie, jako drugi sport po piłce nożnej. To zupełnie inaczej niż w Polsce. W kraju tulipanów jest podział zawodniczek na cztery klasy : new class, klasa C, B i A. Ja stoczyłam już pierwszą walkę w A - klasie w Holandii i pokonałam bardzo cenioną zawodniczkę, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. Do Polski teraz przyjeżdżam na wakacje. Nie wiem jak długo będę walczyć. Mam plan, że jeszcze trzy lata,. po czym wrócę do Polski i będę prowadzić takie normalne rodzinne życie, ale czy będzie mi tak łatwo zrezygnować z walk to nie wiem. To przecież wielka moja pasja i także staje się to moim zawodem. Zamierzam jednak wrócić do mojego rodzinnego miasta do Olsztyna i tam zając się trenowaniem młodych sportowców. Po to studiuję teraz wychowanie fizyczne.

 

Wn: Pozostaje życzyć wyłącznie sukcesów ...i obiecuję trzymać kciuki za owe trzy mistrzowskie pasy.


© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.

Tygodnik "WYSPIARZ niebieski"
Świnoujście  •  ul. Armii Krajowej 12  •  Pasaż Centrum  •  I piętro, p. 109
Tel. +48 91 327 10 64  •  Tel./Fax +48 91 321 54 36

www.wyspiarzniebieski.pl