Wyrok w tej sprawie brzmi tak, jak wnioskował prokurator, czyli Marek K. został skazany na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz na naprawienie szkody w wysokości 1264,99 zł w terminie 6 miesięcy od uprawomocnienia się wyroku. Ponadto oskarżony poniesie koszty sądowe tej sprawy. Marek C. zapowiedział odwołanie się od tego wyroku. Wyrok jest nieprawomocny.Tyle wyrok.
Natomiast nam nasuwa się wiele wątpliwości. Otóż z zeznań świadków wynika, że nikt nic nie widział, co dalej stało się z wyciętym i pociętym na bale drewnem. Wszak nie waży taki bal 10 kg, tylko o wiele więcej. Pocięto kilkadziesiąt dorodnych drzew, a więc ilość tego drewna była ogromna, ale na ten temat żaden ze świadków nie mówił nic. Twierdzili niektórzy z nich, że zwozili na miejsce składowania tylko pocięte gałęzie, które potem palili. Gdzie? W kotłowni nie, bo palacz zeznawał, że w piecu na cmentarzu nie pali się drewnem. A same bale? Z uwagi na ich ilość nie dało się przecież tego wynieść na rękach. Skoro drewno zniknęło, to w jaki sposób wyparowało 13,28 m3? Musiało ono w jakiś sposób zostać wywiezione. I nikt niczego nie widział? Wszak, jak twierdzili świadkowie, brama cmentarza jest po południu zamykana, a otwierana jest tylko w czasie przywożenia zmarłych. To co, oskarżony miałby wynosić po jednym balu w aktówce? Pytań i wątpliwości w tej sprawie jest znacznie więcej. Jednak one o dziwo nie były przedmiotem przewodu sądowego.
© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.
www.wyspiarzniebieski.pl